Moja baśniowa kraina

 

 

 

Moja baśniowa kraina, będąc tu czuję się jakbym przeszła na druga stronę lustra. W wielu miejscach byłam  na świecie, ale Svanetia ahhh,  tu do szczęścia mi brakuje jedynie biegających po centrum miasteczka jednorożców, chociaż te z powodzeniem zostały zastąpione przez lokalne krówki, i też jest fajnie. Uwielbiam się przechadzać wąskimi uliczkami, latem wspinać na otaczające Mestię pagórki, godzinami siedzieć na pastwisku spoglądając z góry na jedenastowieczne baszty obronne. Natomiast zimą miasteczko pokrywa gruba śnieżna pierzynka, i jest jak w bajce o Dziadku Mrozie i Śnieżynce, to moja ukochana bajka z dzieciństwa. Tak, tak kiedyś takie bajki serwowali w telewizji. https://www.youtube.com/watch?v=_c7dAryQnME .

Wracając  do rzeczywistości, musze Wam koniecznie opowiedzieć co nieco o tej magicznej krainie, żebyście nie myśleli że nie istnieje, że to tylko jakiś kadr wyrwany  z bajki o Śnieżynce.

Svanetia leży pośród najwyższych szczytów Kaukazu, to region fantastycznych krajobrazów, pięknej nieskażonej  przyrody, unikalnego folkloru, skarbów kultury i cudownych ludzi- walecznych górali żyjących w kamiennych basztach. I nie ma grama przekłamania w powiedzeniu ,,kto nie widział Svanetii nie widział Gruzji”. Tutaj turyści pojawiają się dopiero od kilku lat, wcześniej ten region był niedostępny, owiany opowieściami o porwaniach, krwawej zemście, a i droga do Svanetii nie należy do najłatwiejszych.

Svanetia położona jest na północnym zachodzie kraju, w paśmie Wielkiego Kaukazu. Większość obszaru tej górskiej krainy leży powyżej 1800 m n.p.m. co czyni Svanetię najwyżej położonym obszarem zamieszkanym w obrębie całego Kaukazu. Droga do Mestii, stolicy regionu, została wybudowana dopiero w latach trzydziestych ubiegłego wieku i podobno dopiero wtedy dotarło tam koło. Wcześniej do transportu używano sań, a do Mestii można było dostać się tylko konno albo na piechotę Region ten nigdy nie podporządkował się żadnemu feudalnemu władcy. Największym wrogiem Svana był drugi Svan. W Svanetii, władzę sprawowała rada wspólnot rodowych. W praktyce wyglądało to tak, że co potężniejsze rody, starając się narzucić swoją władzę innym, toczyły ze sobą nieustające waśnie. Narastające konflikty doprowadziły do powstania zwyczaju krwawej wendety. W jej ramach członkowie poszczególnych klanów wyżynali się wzajemnie, w nieskończoność wyrównując rachunki. I w obliczu tego zagrożenia Swanowie chronili się w kamiennych wieżach. Jadąc do Svanetii pierwszy raz, ani nawet ten następny nigdy nie przeczytałam żadnego przewodnika, a o tym jak tu jest strasznie, groźnie. O tym że na pewno zostanę porwana oraz innych niebezpieczeństwach  dowiedziałam się z opowieści znajomych(którzy nigdy tu nie byli), już po powrocie. Może ta niewiedza dobrze mi zrobiła, bo wszystko poznaje po swojemu, bez niczyich sugestii;)

Cała Górna Svanetia została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO i jest miejscem wartym zobaczenia, zupełnie bezpiecznym i gościnnym. A porwania, no cóż, miłość odbiera rozum jak mawia mój przyjaciel ;)






Komentarze